Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pesymizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pesymizm. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2011

Nie wydaje mi się, żeby człowiek musiał być pesymistą...


Niektórych nie można nigdy zadowolić. Uważaj, żeby nie było tak z Tobą! Staraj się być wdzięczny (wdzięczna) za wszystko czego doświadczasz i co masz.

Nie wydaje mi się, żeby człowiek musiał być pesymistą. Chyba że ktoś żyje gdzieś daleko, w jakimś kraju, w którym jest obrzydliwie dobrze, wesoło, ciepło, bogato - to bardzo proszę, wtedy maleńka dawka pesymizmu jest wskazana, dla zachowania równowagi, zdrowia psychicznego oraz harmonii. Co innego, kiedy żyjemy tu i teraz. Tutaj jest potrzebna potężna dawka optymizmu, z tych samych powodów. To znaczy dla zachowania równowagi w przyrodzie.

Katarzyna Grochola "A nie mówiłam!"

Rozdział MUSI BYĆ RÓWNOWAGA W PRZYRODZIE

"W drodze do domu wpadłam do Grześków. Wprawdzie nie miałam tego w planie, ale dziś byłam samochodem, żeby nie tracić czasu. I zamiast wracać, jak przyzwoici ludzie, kolejką, czterdzieści minut, stałam w korku na Jerozolimskich godzinę piętnaście. Dobre uczynki muszą być ukarane natychmiast - jak mawia pani Janeczka, i rzeczywiście.
Aleje to bardzo ważna i miła ulica w Warszawie. Ma jednak jeden feler, za to podstawowy, a mianowicie głównie jest w remoncie.
Ale kto nam każe jeździć Alejami? Jest tyle innych ulic, którymi przy odrobinie uwagi i umiejętności lawirowania między dziurami można od biedy przejechać. A poza tym jedna czy nawet kilka tras zatkanych w stolicy i okolicach - to jeszcze nie powód do narzekania. Nie z samych warszawiaków składa się Polska. Są i u nas dobre drogi! Podejrzewam. Domyślam się.
Mam nadzieję.
Na pewno.
Na przykład kawałek autostrady między Krakowem i Katowicami. Owszem, nie jest długi, ale ładny. Owszem, nie tani, ale bez przesady. Warto dać dwadzieścia złotych, żeby przejechać w spokoju sześćdziesiąt kilometrów. Strach pomyśleć, co by było, gdyby wszystkie drogi u nas były w tak dobrym stanie! Trzysta kilometrów - i stówa za samo to, że jedziesz! Całe szczęście, że kraj niewielki.
Pobrałam Grześka po drodze, bo mu się samochód właśnie na Jerozolimskich rozkraczył i zadzwonił do redakcji o pomoc. Jego telefon dosłownie złapał mnie w drzwiach.
Grzesiek był zrozpaczony, zupełnie nie jak Grzesiek. Postanowiłam natychmiast go rozruszać i pocieszyć. Jechaliśmy w tempie piechotnym, Grzesiek tępo patrzył przed siebie.
- Szkoda, że szkolnictwo nie korzysta z takiej drogi - powiedziałam.
- Jakie szkolnictwo?
- Polskie, oczywiście - wyjaśniłam uprzejmie.
- Nie rozumiem - powiedział obojętnie, nie zaszczyciwszy mnie nawet jednym spojrzeniem.
- Oto przykład zadania dla jakiegoś ucznia w szkole polskiej: jeżeli odcinek drogi sześciokilometrowej buduje się w Polsce dwa lata, ile będzie kosztować benzyna, kiedy droga zostanie ukończona, jeśli akcyza na benzynę drożeje dwa razy do roku o... O ile drożeje?
- Za dużo - warknął Grzesiek.
- Powinniśmy wiedzieć, ile zdrożała benzyna - zmartwiłam się. - Jak jeździłam z Eksiem, to kosztowała dwa osiemdziesiąt. W którym to było roku?
- Bujaj się - powiedział Grzesiek.
Widziałam, że przez tę awarię dość zdezelowanego własnego samochodziku popadł w stan absolutnej depresji. Najpierw czekał na pomoc drogową ponad godzinę, a potem na mnie, żebym go zabrała i natychmiast zawiozła do jakiegoś punktu naprawy, skąd miał odebrać Jakiś Bardzo Ważny Przyrząd. I denerwował się biedak, jakby nie widział, że w stojącym korku nawet ja nie pojadę. Pobrałam faceta wściekłego i zgnębionego i rozumiałam, że może być zdołowany, ale nie rezygnowałam.
- Nie masz się czym martwić - powiedziałam radośnie, żeby mu przywrócić zdrową radość życia. - Dobrze, że masz mnie z samochodem. Z samochodem Adama, rzecz jasna - dodałam po chwili.
Milczał.
- Całe szczęście, że ci się nic nie stało.
- A co mi się miało stać, jak zgasł i już nie zapalił? - warknął Grzesiek.
- Całe szczęście, że zgasł. Jak pewnego razu się zapalił jeden samochód, to nie uratowali kierowcy.
- O czym ty mówisz? - Grzesiek spojrzał na mnie nieprzytomnie.
- Mogło być gorzej, chcę ci to uświadomić. Na przykład mogły ci wysiąść hamulce.
- Przy takiej szybkości, jaka jest w Alejach - prychnął Grzesiek - to bez znaczenia.
Posuwaliśmy się dziesięć na godzinę.
- Ale gdyby ci wysiadły, tobyś myślał, że całe szczęście, że znów jest remont i nie można szybciej jechać - zauważyłam jeszcze radośniej.
Grzesiek spiorunował mnie wzrokiem i milczał.
- Albo mogłeś zgubić koło - kontynuowałam nie - zrażona. - Mogli ci je źle przykręcić, jak wymieniałeś opony na letnie, tak jak jednemu znajomemu Hanki. I wyobraź sobie, że gdyby nie było remontu ani korka, i jechałbyś setką, i by ci koło odpadło, to byłoby...
- Ale nie odpadło mi koło! - krzyknął.
- No właśnie, powinieneś się cieszyć, a ty masz do mnie pretensje.
Umilkłam lekko obrażona.
- Nie mogę się cieszyć, bo zawaliłem sprawę przez ten cholerny samochód... A co ci będę mówił. To wszystko jest po prostu beznadziejne.
- Może miałeś mieć wypadek - postanowiłam jednak podtrzymać go na duchu - i lepiej żebyś nie miał teraz samochodu?
- Jesteś nienormalna - powiedział Grzesiek i umilkł na dobre.
- Ja? - zdziwiłam się. - Przecież to tobie gaśnie samochód ni z tego, ni z owego.
Nie odebraliśmy Bardzo Ważnego Przyrządu, bo było za późno. Zatrzymałam się przed bramą, żeby wysadzić Grześka, który powinien mi być wdzięczny, ale wcale na to nie wyglądało. Z okna w kuchni wyjrzała Agnieszka i zaczęła machać, więc weszłam na chwilkę.
Kiedy wróciłam do domu przywitały mnie marsowe miny Adaśka i Tosi.
Tak już mam. Wyszłam z redakcji, a od moich koleżanek i kolegów wiało chłodem, potem spędziłam dwie godziny w samochodzie z obrażonym Grześkiem, bo mu samochodzik nawalił, więc było na mnie, potem wracam do własnego domu, gdzie czekają na mnie wytęskniony mężczyzna i córka - i też niedobrze.
- Ty wiesz, która godzina? - zapytała mnie retorycznie Tosia, która wie, że nie noszę zegarka od lat i nie muszę być co do minuty w domu, na litość boską!
A ponieważ pytanie było retoryczne, podniosła się i wyszła. Adam spojrzał na mnie spod oka. Niepokojąco.
- O co ci chodzi?
- Wypadałoby, żebyś chociaż zadzwoniła, jeśli masz inne plany niż powrót do domu - powiedział chłodno Adam. - Choćby ze względu na Tosię, która od trzech godzin każe mi wszędzie wydzwaniać, bo pojechałaś samochodem.
I Adaśko też sobie wyszedł, a nawet zamknął za sobą drzwi do pokoju.
Prawdę powiedziawszy, dopiero teraz zorientowałam się, że jest trochę przypóźno. Właściwie nawet bardzo przypóźno. I że moja komórka leży w sypialni i się ładuje, od wczoraj. No cóż, właściwie to dobrze, że się obrażają, to znaczy, że im zależy na mnie.
Adam to się długo nie gniewał, ale z Tosią było dużo gorzej. No cóż, nie wpadło mi do głowy, że jest po dziesiątej. Ale czy to moja wina, że w tym kraju tak długo remontuje się drogi?